Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Polecam’ Category

J.R.R. Tolkien, Hobbit

– Masz dziesięć minut na drogę. Musisz biec – rzekł Gandalf.

– Ale… – zaczął Bilbo.

– Nie ma czasu na żadne ale – powiedział czarodziej.

– Ale… – powtórzył Blibo.

– Na to także nie ma czasu. Ruszaj!

Do końca życia Bilbo nie mógł sobie przypomnieć, jakim sposobem znalazł się wtedy na dworze, bez kapelusza, bez laski, bez pieniędzy, bez żadnej rzeczy, które zazwyczaj brał ze sobą, wychodząc z domu; drugiego śniadania nie skończył statków po nim nie pozmywał, wcisnął klucze do ręki Gandalfowi i puścił się ścieżką w dół pędem, ile sił w kosmatych nogach; minął Wielki Młyn, przeprawił się przez wodę i przebył w tym tempie milę z okładem.

Uwielbiam Tolkiena, a dlaczego? Właśnie na to pytanie chciałabym odpowiedzieć sama sobie. Co takiego jest w jego opowieściach, że pokochałam je, będąc dziewczynką, a teraz, po latach, mają one dla mnie wciąż ten sam urok. Po wielu przemyśleniach doszłam do wniosku, że nawet jeśli wymienię wszystkie atuty książek tego autora, zagadka pozostanie nierozwiązana. Mogę przedstawić argumenty, że to sprawa dobrze skonstruowanej fabuły, ciekawych bohaterów, pięknego języka, bogatych opisów przyrody, dopracowanej scenografii, ale czy to przekona osobę, której opowieść ta nie oczarowała? Nie sądzę. Mogę jedynie starać się udowodnić, że lektura ta jest niezwykle wartościowa i niesie ze sobą wiele ciekawych treści, mogących być źródłem inspiracji do przemyśleń, zarówno dla czytelników bardzo młodych, jak i tych trochę starszych. Wartościowość książek Tolkiena postaram się tu wykazać na przykładzie Hobbita i zacznę od hobbita… Bilba Bagginsa, głównego bohatera książki.

Reklamy

Read Full Post »

Ryms o Bogu

Nowy nymer (12) kwartalnika o książkach dla dzieci i młodzieży – RYMS  – został już wdrukowany. A w nim teksty o książkach poruszających tematy związane z Bogiem i religią. Polecam (nie tylko dlatego, że jest tam moja recenzja książki Boga przecież nie ma :)) Zachęcam do lektury tego czasopisma oraz do odwiedzania portalu www.ryms.pl, gdzie znajdziecie wiele ciekawych informacji, artykułów, recenzji i konkursów!

Read Full Post »

Raz wróbelek Elemelek znalazł w polu kartofelek. Nie za duży, nie za mały, do jedzenia doskonały. Lecz ziemniaki na surowo jeść niemiło i niezdrowo. Znacznie lepsze będą one, gdy zostaną upieczone.

Skrzesał iskrę Elemelek, suche liście wokół ściele, dwie gałązki kładzie blisko i już pali się ognisko. A kartofel – czy czujecie – tak prześlicznie pachnie przecież, tak kusząco się nadyma, że nie sposób wprost wytrzymać. (…)”

Wszyscy chyba pamiętamy Elemelka, który znalazł kartofelek. Ale przecież ten sympatyczny bohater miał jeszcze wiele innych przygód. Uczył się literek, kąpał się w morzu, walczył ze smokiem, grał w piłkę, a i to jeszcze nie wszystko. Bo Elemelek nie lubi siedzieć w miejscu. Choć jest trochę psotnikiem i lekkoduchem, zawsze udaje mu się wydobyć z tarapatów. A każde doświadczenie uczy go nowych rzeczy: że trzeba przestrzegać przepisów drogowych, że nie warto być niecierpliwym, że strojenie się w cudze piórka wcale nie ma sensu. „Mądrości” te przekazane są w lekkiej, rymowanej formie, bez moralizatorstwa, za to z wdziękiem i humorem. Do tego piękne ilustracje Zdzisława Witwickiego.

I jak tu nie pokochać Elemelka, który, jak każdy z nas, lubi dobrze zjeść, trochę poleniuchować i wesoło spędzać czas?

Zachęcam do przeczytania tej książeczki, bo nic a nic się nie zestarzała.

Hanna Łochocka (1920 – 1995) . Polska poetka, prozaik, autorka słuchowisk, tłumaczka. Studiowała ekonomię i historię. Debiutowała w 1947 na łamach prasy. Wydała kilkadziesiąt książek dla dzieci (głównie zbiorów wierszy). Większość tych utworów miała charakter edukacyjny. Najbardziej znane utwory tej autorki to: Barabule, Chrząszcz w trzcinie, O wróbelku Elemelku. W 1984 Łochocka otrzymała Nagrodę Prezesa Rady Ministrów za twórczość dla dzieci i młodzieży.

O wróbelku Elemelku, Nasza Księgarnia, Warszawa 1997

Read Full Post »

Jeśli nadal uważacie, że książki dla dzieci nie są interesujące dorosłych, po lekturze tej baśni z pewnością zmienicie zdanie. Harun i Morze Opowieści jest bowiem historią tak piękną i dobrze napisaną, że nie sposób oprzeć się jej urokowi. Znajdziemy tu nie tylko ciekawą fabułę i zaskakujące zwroty akcji, lecz także cudowne krajobrazy i sympatycznych bohaterów. Ponadto książka ta ma jeszcze jedną niezwykłą właściwość. W swej strukturze przypomina utwór muzyczny. Watki się przeplatają i ukazują w nowych, podobnych, ale nie tych samych odsłonach. Cała kompozycja, misternie utkana, jak orientalny dywan, czaruje feerią barw i motywów. Wprost nie sposób oderwać oczu…

Salman Rushdie – urodził się w 1947 roku w Indiach. Dorastał w Bombaju. Później mieszkał w Anglii i Stanach Zjednoczonych. Ukończył Cambridge. Debiutował powieścią „Grimus”, lecz sławę przyniosła mu dopiero kolejna powieść „Dzieci północy”. Jest laureatem licznych nagród literackich.

Wydawnictwo Rebis, 2010

Read Full Post »

Zapraszam wszystkich czytelników Oceanu Opowieści (dzieci i dorosłych) do udziału w konkursie. Pierwsza osoba, która odgadnie zagadkę, wygra zestaw dziewięciu kartek z ilustracjami z Oceanu. Druga osoba otrzyma sześć wybranych kartek, a trzecia trzy. Jeśli znasz już odpowiedź, wyślij ją e-mailem pod taki adres:

adriana.dobrzynska@gmail.com

A oto zagadka:

I nagrody:

Powodzenia!

Read Full Post »

Wspaniałe poczucie humoru – proszę bardzo! Niezwykła wyobraźnia – nie ma sprawy! Mądre przesłanie – oczywiście! To wszystko znajdziecie w poezji Edwarda Leara, angielskiego pisarza i ilustratora, którego wiersze i limeryki są po prostu genialne. Co więcej, w doskonałym tłumaczeniu Andrzeja Nowickiego nie tracą nic ze swej wartości. Wzruszające, śmieszne, wciągające, krótsze, dłuższe i średnie – każdy z nich to małe arcydzieło, stworzone ze smakiem i finezją.

Mamy tu wierszyk o Okruszku, który wyruszył w morze by złowić dla swej cioci najpiękniejszą z fok, lecz podczas podróży w tajemniczy stracił paluszki u nóg. A stało się to zapewne dlatego, że „Straszliwy zielony Wieloryb czy Żółw\ Skradł szalik, co noska mu strzegł.”, bo przecież  „Okruszka paluszków bezpieczny jest los, O ile, o ile jest ciepło mu w nos!”

Poznamy też przygody Dżambli, żeglarzy pływających po morzach w sicie, których ostrzegano: „Że łatwo ich sito wywrócić się może\ Że niebo ciemnieje, że podróż daleka\ Że mnóstwo i strasznych przygód na nich czeka” Lecz oni na to: „Płyniemy na wiatry i burze, Co nam, że nasze sito nie jest duże, My sitem płyniemy po morzu!”

W książce znajdziemy też zabawne limeryki, wierszyk o stole i krześle, poznamy historię tytułowego Donga i dowiemy się jaka istota zamieszkiwała krainę Dżolibolibo…

Czy można chcieć więcej? Można. Autorem ilustracji do książki jest Bohdan Butenko…

Edward Lear – (1812-1888). Angielski pisarz, artysta, ilustrator. Pochodził z klasy średniej, był 21. dzieckiem Anny i Jeremiego Learów. Wychowywała go siostra starsza od niego o 21 lat. Edward był bardzo schorowanym człowiekiem. Cierpiał na astmę, epilepsję, a w późniejszym wieku na częściową ślepotę. Osiedlił się w Sanremo nad Morzem Śródziemnym. Nigdy się nie ożenił, choć miał dwie propozycje małżeństwa.

Książka została wznowiona w 1999 roku nakładem wydawnictwa Drzewo Babel.

Read Full Post »

Król Maciuś I Janusza Korczaka, książka należąca do klasyki literatury dziecięcej, napisana przez człowieka, który całe życie zawodowe i prywatne poświęcił walce o godność i prawa dziecka, jest dzisiaj przez małych czytelników odrzucana jako nieciekawa i niezrozumiała. Ale dlaczego? Co się stało? To pytanie zadaję sobie po niedawnej lekturze tego niezwykłego Dzieła. I czuję, że odpowiedź  nie będzie miała w sobie nic optymistycznego…

Zanim jednak o przyczynach tego odrzucenia, wyjaśnię, dlaczego uważam, że książka ta była i nadal jest Wybitnym Dziełem.

Fabuła:

Choć wszyscy pewnie mniej więcej pamiętamy treść tej książki, dla porządku krótko przedstawię fabułę. Bohaterem historii jest dziecko (a jakżeby inaczej), chłopiec o imieniu Maciek, królewicz, który w skutek przedwczesnej śmierci rodziców, musi zasiąść na tronie. Nie ma oczywiście doświadczenia ani wiedzy by sprawować władzę i chociaż jest wyjątkowo utalentowany i dobry (a może właśnie dlatego), popełnia poważne błędy. Sąsiednie państwa wykorzystują tę okazję i wypowiadają wojnę królestwu Maciusia. Wraz ze swoim przyjacielem Felkiem młody król ucieka z pałacu i nierozpoznany bierze udział w walce. Wykazuje się hartem ducha, odwagą i determinacją. Wojna zostaje wygrana, ale Maciuś nie wie, że powinien zażądać rekompensaty za napaść. Zwycięstwo daje mu jednak pretekst do odwiedzenia sąsiednich krajów. Udaje się również do Afryki, gdzie poznaje Bum-Druma, króla ludożerców, który zostaje jego przyjacielem i ofiarowuje Maciusiowi dużo złota. Dzięki temu darowi młody władca rozpoczyna swoje niezwykłe, acz zupełnie nieprzemyślane reformy, które w intencji Maciusia mają przyczynić się do uszczęśliwienia mieszkańców jego kraju, a zwłaszcza dzieci. Maciuś chce dać najmłodszym władzę, by mogli decydować o swoich sprawach i organizuje dziecięcy parlament. Instytucja ta nie spełnia jednak swojej roli, gdyż dzieci myślą tylko o własnych przyjemnościach. Parlament dziecięcy zarządza zmianę ról, dorośli mają chodzić do szkoły, a dzieci pracować. Ta sytuacja doprowadza państwo do ruiny, a szerzące się plotki, jakoby Maciuś chciał zostać królem dzieci na całym świecie, stają się powodem wybuchu kolejnej wojny. Państwo Maciusia tym razem przegrywa, a mały władca zostaje skazany na pobyt na bezludnej wyspie. Tak kończy się pierwszy tom opowieści. Druga część Król Maciuś na Wyspie Bezludnej, jest bardziej refleksyjna i pokazuje przemiany chłopca, który, przebywając na osobności, ma wreszcie czas na zastanowienie się nad sobą. Chłopiec zaczyna rozumieć, że świat jest dużo bardziej skomplikowany niż mu się wydawało, a bycie władcą to zadanie niezwykle trudne. Niestety Maciusiowi nie udaje się uwolnić od polityki i po raz kolejny zostaje wciągnięty w wir wydarzeń. Ratuje murzyńskie dzieci przed śmiercią głodową, potem zostaje porwany i zamknięty w wiezieniu. W końcu wraca do ojczyzny i tam zrzeka się władzy na rzecz parlamentu i rozpoczyna pracę w fabryce jako zwykły obywatel.

O książce:

Co sprawia, że historia ta jest tak wyjątkowa? Otóż przede wszystkim postać głównego bohatera. Choć pozornie jest on kimś szczególnym, bo przecież synem króla, w dodatku obdarzonym licznymi talentami i cnotami, tak naprawdę jest zwykłym chłopcem, a dramatyzm jego przeżyć to tylko pretekst do pokazania różnych aspektów świata widzianego oczami dziecka. Bohater, brutalnie „wrzucony” w dorosłą rzeczywistość, odczytuje ją po dziecięcemu, nadając jej prawdziwość w kategoriach, które są dostępne człowiekowi na takim etapie rozwoju. Postępuje zgodnie ze swoją logiką rozumienia świata, traktując powierzone mu zadanie poważnie i starając się z niego wywiązać jak najlepiej. Podejmowane przez niego decyzje stają się drogą (jakże bolesną!) zdobywania samoświadomości i wiedzy o świecie. Maciuś popełnia mnóstwo „błędów”, jest naiwny, nie umie przewidywać skutków swoich działań, ale zachowuje się z godnością, na którą nie byłoby czasem stać dorosłego człowieka.  Jest odważny, dobry, honorowy, ale też porywczy, dumny i sprytny. Intencje młodego króla są czyste, wola działania silna, wytrwałość godna podziwu, a poczucie odpowiedzialności zaskakująco duże. A jednocześnie pozostaje on dzieckiem, które potrzebuje beztroskiej zabawy z rówieśnikami, troski i miłości. Jego historia jest oczywiście przerysowana, ale jak już wspominałam, ma to na celu pokazanie z perspektywy dziecka wszystkich, nawet najtrudniejszych problemów, jak wojna, śmierć, samotność. Zastosowanie tego takiego „zabiegu” daje jasny przekaz: nie ma spraw, które dzieci nie dotyczą i tematów, na które z dziećmi nie można rozmawiać, trzeba tylko wiedzieć jak to robić. Warto tu zaznaczyć, że w przedstawianiu dziecięcej świadomości jako „niedoskonałej” nie chodzi oczywiście o jej deprecjonowanie, lecz o pokazanie, że nawet jeśli nie posiadła jeszcze wystarczającej wiedzy o sobie samej i o świecie, to jest godna szacunku i stanowi o niezbywalnej wartości każdej ludzkiej istoty niezależnie od jej wieku. Jest w tym niesłychanie głęboka prawda, że choć ludzie są tak różni i w tak odmienny sposób przeżywają swoje życie, to każdy wymaga tak samo poważnego traktowania jako odrębna osobowościowa całość.

Ważną zaletą książki jest to, że emocje budzone w czytelniku nie są tak przytłaczające jak w popularnej dziś literaturze dla dzieci typu Harry Potter. W „Królu Maciusiu” wydarzenia wcale nie są mniej dramatyczne, ale sposób ich przedstawienia pozwala ustosunkować się do nich w sposób prawdziwie humanistyczny. Pokazana jest tu cała paleta myśli, emocji i przeżyć jakie im towarzyszą. Książka opisuje skomplikowanie ludzkiego świata, jaki i pewne elementy go porządkujące, jak uczciwość, odwaga, godność.

Niebagatelną sprawą jest też poczucie humoru. Proste i łatwe w odbiorze, a jednak z klasą. Autor umiał w genialny sposób ująć komizm sytuacji, nie odbierając im przy tym innych znaczeń. Humor jest świetnie wyważony i doskonale współgra z całością.

Ciekawa jest też fabuła książki. Misternie skonstruowana, a przy tym zaskakująca i intrygująca. Pokazuje mechanizmy funkcjonowania społeczeństwa jak i poszczególnych jednostek. W sposób bardzo przystępny i obrazowy przedstawione jest tu działanie państwa, różne systemy władzy, zawiłe sprawy polityki i dyplomacji.

Tu pozwolę sobie na dygresję, która może być wstępem do rozważań na temat niepopularności książki. A chodzi mi o to, że dziś często zdajemy się zapominać, iż brutalność świata dotyka w równym stopniu dzieci co dorosłych, a cierpienie tych młodszych wcale nie jest mniejsze. Dzieciństwo traktujemy jak „okres ochronny”, omijając tematy trudne, poważne, zbyt dorosłe, a z drugiej strony pozwalamy dzieciom na zachłyśnięcie się „dorosłymi przyjemnościami”, takimi jak niepohamowana konsumpcja, dobrobyt, popularność. W ten sposób wkraczają one w dorosłość nieprzygotowane do problemów z jakimi będą musiały się zmierzyć. W analogiczny sposób myślimy o literaturze dla najmłodszych. Oczekujemy od niej, że będzie wesoła, pogodna, słodka i łagodna albo wciągająca, ekscytująca, pobudzająca emocje. Oczywiście nie mam nic przeciwko pogodności czy emocjom, ale od książki dla dzieci (a w zasadzie w ogóle od książki)  trzeba wymagać więcej! Dzieciństwo to najlepszy czas, by nauczyć się myśleć i by w przyszłości człowiek nie traktował tego jak przykrego obowiązku! Mądre i dobre książki są jednym z ważniejszych etapów takiej edukacji.

Więc dlaczego dzieci Maciusia nie lubią? I dlaczego my, dorośli, o nim zapomnieliśmy?

Pozwolę sobie zacytować dwie wypowiedzi na temat omawianej lektury. Nie mam zamiaru oczywiście ich oceniać, ale chcę pokazać pewne schematy myślenia i dotrzeć do sedna problemu niepopularności Maciusia. Oto pierwsza z nich:

Książkę pt. „Król Maciuś I” przerabiałam już dawno…..jakieś 5 lat temu…Przeczytałam ją z wielkim znudzeniem, z niechęcią, wręcz z obrzydzeniem…..Jednak nie myślę że ta książka jest jak to piszecie głupia, zbyt nudna, bez sensu….Uważam że ta książka jest za poważna i trudna dla czytelników w tym wieku…niewiele mogą z niej zrozumieć bo dla nich wszystko jest w niej zagmatwane i nudne , co sprawia że młodzi czytelnicy nie mają chęci czytać lektury….Widzę w tym również problem, ponieważ przez takie książki obrzydzają i zniechęcają dzieci do czytania lektur…Nie mówię też że mali czytelnicy mają czytać jakieś niestworzone historie i bajki które nie istnieją, lecz książki ciekawe, pełne przygód i poruszające małego czytelnika, budząc w nim wszelkie emocje…..przecież są książki po które dzieci same sięgają ponieważ są niezwykle ciekawe i mogą je błyskawicznie przeczytać….Naprawdę myślę że to nie komputery szkodzą znaczeniom i wartości lektur lecz nieodpowiednie książki dla ludzi o zbyt młodym wieku…”

Pierwszą rzeczą, jak na ironię, która uderza w tej wypowiedzi, jest fakt, że styl formułowania myśli przez autorkę jest bardzo podobny do sposobu narracji w „Królu Maciusiu”! Ale zostawmy na razie ten drobiazg. Istotne jest to, że książka uznana jest za nudną, trudną w odbiorze i zagmatwaną. A przecież pisana był dla dzieci. Owszem, dużo się w niej dzieje, ale czyżby dzisiejsze dzieci nie nadążały za „akcją”. Raczej nie. A może problem leży gdzie indziej, może trudności, z którymi mierzy się Maciuś, są dziś nieaktualne? Ale czy przestarzałą sprawą jest utrata rodziców, samotność, wojna, niezrozumienie funkcjonowania dorosłego świata? Chyba też nie. Więc o co chodzi? Myślę, że z powyższa wypowiedź sugeruje trzy powody, dla których lektura ta jest dziś nielubiana. Niestety świadczą one źle raczej o nas niż o książce. Pierwsza sprawa to język, jakim książka jest napisana. Sprawia on czytelnikom kłopot. Jego „trudność” polega na stylizowaniu go na dziecięcy sposób wypowiedzi. W czym w takim razie problem? Ano w tym, że oddaje on poetyckość myślenia dzieci, w sposób, który dziś może sprawiać wrażenie przestarzałego. Autor używa słów odbieranych jako staroświeckie, które mogą wydawać się śmieszne lub być niezrozumiałe. Struktura zdań również jest szczególna i w dzisiejszych książkach rzadko spotykana. Pojawiają się powtórzenia, a wszystko jest opisywane w sposób prosty, trochę naiwny i czasem ckliwy. Swoją drogą jest to zaskakujące, że ciut inny od popularnego dziś sposobu ekspresji – czyli języka bardzo prostego, schematycznego, używanego jako narzędzie przekazu informacji i wzbudzania silnych emocji –  sprawia, że młodzi ludzie nie są w stanie odebrać nadawanego komunikatu i przyswoić przekazywanych myśli. Wystarczy jednak pozbyć się „uprzedzeń”, a wtedy okazuje się, że „Maciuś” jest napisany językiem przemyślanym, ciekawym i pięknym. Drogą do odkrywania uroku tej lektury jest oswajanie młodych ludzi z różnymi sposobami opisywania rzeczywistości i z traktowaniem języka jako tworzywa do budowania znaczeń symbolicznych, subtelnych. Używanie słów wyłącznie w ich warstwie dosłownej zmniejsza nasze możliwości rozmawiania o sprawach głębszych i bardziej skomplikowanych. Dowodem na to, że dosłowność prowadzi do niezrozumienia, może być kolejna wypowiedź:

„<<Król Maciuś Pierwszy>> – książka uznana za bardzo dobrą i wprowadzona do szkół jako lektura.
Czym kierował się autor pisząc ją – nie wiadomo. Stworzył ochronki dla dzieci i jakiś system wychowawczy prawdopodobnie. Czy je chronił przed złem czy tylko nędzą ?
Pisze o dziecku afrykańskim „małe kudłate zwierzątko” i to czyta cały świat – żadnemu zdrowemu pedagogowi nie przyjdzie na myśl obrażanie kogoś a w szczególności dziecka – obojętnie z jakiej części świata pochodzi. Zakłóca myślenie dzieci dziesięcioletnich o Afryce. Być może tak myślano w czasie kiedy nie było innej komunikacji jak prymitywna i większość ludzi wierzyła na słowo… Wprawdzie zrehabilitował Klu-Klu na koniec ale mali czytelnicy już zdążyli nauczyć się, że ludożercy są a Afryka jest wciąż głupszym i gorszym kontynentem.
Przezywają więc dzieci kolorowe uczęszczające do polskich szkół a te czują się źle. Pytania : dzięki Korczakowi, czy dzięki wrodzonemu nietaktowi, a może wyssanemu z mlekiem matek rasizmowi i nietolerancji? Polska wszak jest krajem tolerancyjnym i bardzo dobrym dla wszystkich – tak się słyszy wszędzie.”

Cóż można na to odpowiedzieć? Sformułowanie „małe kudłate zwierzątko” rzeczywiście nie jest miłe, ale przecież równie nieprzyjemne rzeczy mówi się tu o dzieciach białych, że są złośliwe, głupie, złe, brutalne, wystarczy sobie przypomnieć, co mówi Maciuś: „Dzieci są złe, niesprawiedliwe, złośliwe, kłamliwe. Jeżeli jakieś dziecko się jąka albo troszeczkę zezuje, albo rude, albo utyka na nogę, albo ma krzywe plecy, albo zrobi w majtki, zaraz mu dokuczają. Wołają: ślepy, kulas, garbus – wyśmiewają. Jak ma dziesięć lat, wyśmiewa się z ośmioletniego, jak ma dwanaście lat, nie chce bawić się z dziesięcioletnim. Jak widzą, że ktoś coś ma, to albo wymanią i oszukają, albo pozwolą się rozporządzać. Jak widzą, że jakieś dziecko jest porządniejsze, zazdroszczą i mszczą się. Jak chłopak silny i dobrze bije, to mu na wszystko pozwalają, a jak jest dobry i cichy, nic sobie z niego nie robią…”

Czy biorąc pod uwagę ten fragment można powiedzieć, że Korczak chce pokazać, iż dzieci są niedobre i głupie i nic nie rozumieją? Oczywiście, że nie.

Zostawmy więc już ten temat i przejdźmy do drugiego powodu, dla którego książka ta jest dziś „w odstawce”. Łączy się on w znacznym stopniu z pierwszym. Inny sposób posługiwania się językiem, sprawiający, że lektura jest niezrozumiała, śmieszna, powoduje też, że nie spełnia ona oczekiwań jakie dziś dzieci mają wobec książki – czyli, że ma być ekscytująca. Wyraźnie jest to sformułowane w pierwszej wypowiedzi. Dziś dramatyzm zdarzeń nie wystarczy, muszą być one opisane językiem, który wywoła silne emocje, inaczej w ogóle nie czujemy, że coś się stało. Za takim podejściem do ludzkiej emocjonalności stoi jednak ogromne niebezpieczeństwo. Raz, że emocje stają się ważniejsze od rozumu i stanowią jedyny wyznacznik prawdy, a dwa, że są arbitralnie przypisywane do konkretnych osób i wydarzeń. Idzie za tym zbytnie uproszczenie i schematyzacja świata, w którym nie ma miejsca na indywidualne odczuwanie rzeczywistości. Poza tym emocje wygrywają tu z uczuciami, które przestają być „atrakcyjne”, co może negatywnie wpływać na sposób rozumienia związków międzyludzkich.

Ostatnią przyczyną niepopularności Maciusia jest światopogląd, jaki książka ta reprezentuje. Przede wszystkim jest on bardzo złożony, co już na wstępie może być zniechęcające. Ponadto stoi w sprzeczności z lansowanym dziś sposobem życia, czyli uznania za wartościowe takich spraw jak sukces, popularność, dobrobyt, sława, dobre samopoczucie, konsumpcja i jednoczesnym odrzuceniem duchowości, religii, dążenia do prawdy. Dzisiejsze „stawianie” na użyteczność, efektywność, efektowność, ubóstwienie materii, afirmacja cielesności, to droga ku pustce. Co z tego, że człowiek sprawnie funkcjonuje w rzeczywistości, jeśli jest to sprawność maszyny, automatu, który nie jest już zdolny do „bycia kimś”, istnienia jako osobowość, a staje jedynie elementem zwyrodniałego tworu, jakim jest cywilizacja. I rzecz nie w tym, by od tej cywilizacji uciec i zamieszkać w pustelni, ale by nie ustawać  w walce o swoje człowieczeństwo. A łatwo i przyjemnie poddać się promowanemu dziś przez media zezwierzęceniu i prostactwu, bo słyszymy wtedy, że jesteśmy trendy, cool, na topie i zyskujemy powszechną aprobatę – a co tracimy – tracimy to, co najcenniejsze – samych siebie i możliwość spotkania z drugim człowiekiem.

Janusz Korczak, właściwe Henryk Goldschmit (1878 – 1942), pedagog, publicysta, pisarz, lekarz, działacz społeczny. Pochodził z zasymilowanej rodziny żydowskiej. Studiował medycynę na Uniwersytecie Warszawskim. Brał udział – jako lekarz – w wojnie rosyjsko-japońskiej (1905). Pomiędzy 1903-1912 pracował jako pediatra w Szpitalu dla Dzieci im. Bersonów i Baumanów. Wypełniał swoje obowiązki z poświęceniem. Często od mało zamożnych pacjentów nie brał pieniędzy, za to od bogatych nie wahał się żądać wysokich opłat. Kierował Domem Sierot dla dzieci żydowskich (1912-1942). Pomiędzy 1914-1918 był młodszym ordynatorem szpitala dywizyjnego na froncie ukraińskim. Następnie został odwołany do pracy lekarskiej w przytułkach dla dzieci ukraińskich pod Kijowem. Założył eksperymentalną gazetę dziecięcą „Mały Przegląd” (1926-1939) i współpracował, pod pseudonimem Stary Doktór, z radiem (l934-36, 1938-39). W 1911 roku podjął decyzję, że nie założy rodziny. Wszystkie dzieci, które leczył lub wychowywał, uważał za własne. Zginął wraz z wychowankami – wywieziony w wagonie bydlęcym, z getta, w początkach sierpnia 1942. Dobrowolnie towarzyszył im w drodze na śmierć w komorze gazowej obozu zagłady, w Treblince. Newerly, późniejszy jego biograf, chciał dostarczyć mu fałszywe dokumenty, by mógł ocalić życie, ale Korczak się nie zgodził.

Niestety brakuje pięknych wydań tej książki, ale jeśli coś się pojawi, to niezwłocznie o tym poinformuję. Znalazłam jedno ładne wydanie sprzed lat. Oto ono:

Warszawa – Kraków 1948

Wydawnictwo  J. Mortkowicz

Read Full Post »

Older Posts »