Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Grudzień 2010

Jeśli nadal uważacie, że książki dla dzieci nie są interesujące dorosłych, po lekturze tej baśni z pewnością zmienicie zdanie. Harun i Morze Opowieści jest bowiem historią tak piękną i dobrze napisaną, że nie sposób oprzeć się jej urokowi. Znajdziemy tu nie tylko ciekawą fabułę i zaskakujące zwroty akcji, lecz także cudowne krajobrazy i sympatycznych bohaterów. Ponadto książka ta ma jeszcze jedną niezwykłą właściwość. W swej strukturze przypomina utwór muzyczny. Watki się przeplatają i ukazują w nowych, podobnych, ale nie tych samych odsłonach. Cała kompozycja, misternie utkana, jak orientalny dywan, czaruje feerią barw i motywów. Wprost nie sposób oderwać oczu…

Salman Rushdie – urodził się w 1947 roku w Indiach. Dorastał w Bombaju. Później mieszkał w Anglii i Stanach Zjednoczonych. Ukończył Cambridge. Debiutował powieścią „Grimus”, lecz sławę przyniosła mu dopiero kolejna powieść „Dzieci północy”. Jest laureatem licznych nagród literackich.

Wydawnictwo Rebis, 2010

Reklamy

Read Full Post »

Tyle jest różnych baśni, mniej lub bardziej ciekawych opowieści, niesamowitych lub całkiem zwyczajnych historii. Czy nie zastanawiało Was nigdy, skąd się one wszystkie biorą? Czy ludzie je po prostu wyciągają z rękawa, poznają w snach, czy też tworzą, codziennym, żmudnym wysiłkiem? Żadna z tych odpowiedzi nie jest prawdziwa. Wszystkie baśnie, jakie kiedykolwiek opowiedziano, pochodzą bowiem z Morza Opowieści, znajdującego się na drugim księżycu Ziemi – Kahani.


 

Jeśli mi nie wierzycie, wybierzcie się w podróż wraz z Harunem Khalifą. Cel podróży? Spotkanie z Sumem, koordynatorem Działań Przez Swą Zawiłość Niewytłumaczalnych. W jakiej sprawie? Pozostawienia niewidzialnego kranu, dostarczającego pary do snucia niesamowitych opowieści. A komu ta para potrzebna? Ojcu Haruna, Raszidowi, sławnemu Mistrzowi Wodolejstwa, zwanemu przez wielbicieli Oceanem Pomysłów.

Jak sami widzicie, misja z jaką wyrusza chłopiec jest tyleż niejasna, co szlachetna. W bajkowym świecie, pełnym dżinów, gadających ryb i mrocznych spisków, czeka go wiele niespodzianek. Jak poradzi sobie z przeciwnościami i kogo spotka na swej drodze, tego musicie się już dowiedzieć sami…

Read Full Post »

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, dlaczego książki o niskich walorach literackich, mierne i głupie, zyskują tak dużą popularność. Odpowiedzi na to pytanie może być wiele. Nie będę się tu jednak starała wymienić ich wszystkich i nie mam też zamiaru zbyt głęboko wchodzić w temat. Chcę natomiast wskazać dwa zjawiska, które, jak sądzę, mogą mieć duży wpływ na nasze pobłażliwe podejście do złej literatury. Jedno z tych zjawisk wynika z przeszłości, a drugie stanowi zapowiedź tego, co czeka nas w przyszłości. Oba zaś łączą się z pojęciem wrażliwości – wrażliwości na sztukę i piękno, czyli z umiejętnością czerpania przyjemności z odbioru kultury wysokiej i odróżniana jej od niskiej.

Jakie są to zatem zjawiska? Pierwsze z nich, to pokutujące wciąż przekonanie, że tekst wydany w formie książki musi być czymś wartościowym, a czytanie książek, jakie by one nie były, jest czynnością godną pochwały. Nic bardziej błędnego. Książka jest dziś towarem i jak każdy inny towar może być dobra lub zła. Nie ma się tu co rozczulać. Takie są fakty. Nigdy nie pisano więcej książek niż w dzisiejszych czasach. Nic dziwnego, że pojawiają się ludzie, którzy traktują zawód pisarza wyłącznie jako zarobek. Nasz szacunek do „książki w ogóle” trzeba niestety odstawić do lamusa. To przykre, lecz trwanie w błędnym przekonaniu jest jeszcze gorsze – uniemożliwia nam rzetelną ocenę i utrudnia wybór.

Drugie zjawisko – związane z przyszłością – to fakt, że kultura pikuje w dół na łeb na szyję. A my razem z nią. Nie stawiam się tu wcale w pozycji świadomego obserwatora, który zapłacze nad upadkiem albo będzie złorzeczył. Tak samo jak wszyscy podlegam tej wszechogarniającej manipulacji, mającej zrównać wszystkich do standardu, tak, byśmy potem wszyscy produkowaną papkę grzecznie przeżuwali. I nie widzę w tym żadnego spisku. To jest po prostu biznes. Muszę też przyznać, że choć już wcześniej przeczuwałam, że „coś jest nie tak”, dopiero niedawno zrozumiałam, na czym tak naprawdę problem polega. Otóż współczesna cywilizacja nas uwodzi, roztacza wizje łatwego, przyjemnego i ekscytującego życia, które można kupić za pieniądze, dodatkowo z gwarancją błogiej szczęśliwości. A to jest oczywiście kłamstwo. Szczęście chodzi własnymi drogami, a udanego życia za żadne pieniądze się nie kupi. Kupić się nie da, bo sami w sobie musimy je stworzyć. Nic tego nie zmieni. Choć oczywiście można, z dużym nawet powodzeniem, żyć złudzeniami, fałszywym istnieniem – jak sława, popularność, sukces, dobrobyt i wszystkie te współczesne bożyszcza. Jeśli komuś to odpowiada, proszę bardzo. Mnie jednak niemiłosiernie drażni, gdy ktoś mi mówi, co jest wartościowe, a co nie, czym mam się zachwycać, z czego śmiać, a co potępiać, co jest „trendy”, a czym należy gardzić. Oczywiście cały czas mówię o kulturze masowej, o tym co stara się ona nam narzucić. Bo stara się. Wbrew szumnym hasłom tolerancji, wielokulturowości, wolności słowa, praw człowieka. I to jest największe zakłamanie. Pod sztandarem tolerancji wyśmiewa się religię. Stawiając na sukces zawodowy i emancypację kobiet, poniża się ich rolę jako matek i osób scalających ognisko domowe. Adorując konsumpcję, traktuje się człowieka jako towar. Zachłystując się technologią sprowadza się ludzką aktywność do funkcji zewnętrznych, sprawiając, że człowiek oddala się od samego siebie, od swojego wewnętrznego świata, czy, jak ktoś woli, duszy. Zaś ulegając złudzeniu o łatwości komunikacji i nawiązywania relacji z innymi, ludzie odsuwają się od siebie, uciekając przed wszelkimi trudnościami.

Nic dziwnego, że w atmosferze takiego zakłamania, gdy rzeczy błahe przedstawia się jako niezwykle cenne, a sprawy najważniejsze traktuje się z politowaniem, również nasza wrażliwość na literaturę zostaje zmanipulowana.

Aby zachować autonomię myślenia nie wystarczy jednak sama świadomość, że rzeczywistość, którą tworzy popkultura, jest prostacka i zwraca się przeciwko człowiekowi. Trzeba też aktywnie się jej przeciwstawiać. Możemy po prostu wyłączyć telewizor, nie oglądać kolejnych hollywoodzkich superprodukcji, nie czytać bestsellerów. Czy naprawdę tak wiele wtedy stracimy? Nie. Mam przekorną naturę, dlatego im coś bardziej reklamowane i chwalone (oczywiście przez mass media) tym mniej mnie to interesuje. Nie obejrzę kolejnego amerykańskiego filmu akcji z ludźmi o niebieskich twarzach, ani nie przeczytam kryminału wprost ze Szwecji. Moje prawo. Oczywiście. Ale jak się głębiej zastanowić, nie jest to po prostu fanaberia ani snobizm. To jest obrona przed narzucanymi nam schematami myślenia, przed ugrzęźnięciem w obrazach i emocjach, konstruowanych już nawet nie dla rozrywki (o sztuce nie wspominając), ale dla odniesienia kasowego sukcesu. Nie chcę być tylko odbiorcą towaru. Chcę wiedzieć, że gdy ktoś kręci film, czy pisze książkę, robi to z jakiejś ludzkiej potrzeby – z pasji, miłości, dla siebie, dla mnie, dla drugiego człowieka. Może jest to banalne, idealistyczne, naiwne, czy jakie tam jeszcze chcecie. Ale już tak mam. Jestem uczulona na fałsz.

Wracając  do tematu wrażliwości. Jest jeszcze jeden powód, dla którego w wielu takich „atrakcjach” nie chcę uczestniczyć. Otóż, ku mojemu zdziwieniu (nie wiem, czemu mnie to tak zdziwiło), wszystko co oglądamy i czytamy kształtuje nasz gust. Kształtuje nas. I wcale nie jest tak, że można bezkarnie raczyć się chłamem, a potem skwitować sprawę: „To był chłam!” I pójść sobie dalej. To niestety w nas zostaje. Osadza się. Im częściej podajemy się marnej rozrywce, niskim emocjom, tandetnym obrazom tym mniej nam one przeszkadzają. Nasza tolerancja wzrasta[1]. No i śmiejemy się z miernych kabaretów, ekscytujemy tanią sensacją i gorszymy bebecharskimi tok-szołami. Tracimy w ten sposób własne zdanie, tracimy siebie. Jest to działanie przeciwko naszej wrażliwości, wręcz przeciwko naszej godności. Tendencja równania w dół jest wszechobecna i ciągle się nasila. A im w naszym życiu więcej tandety, tym bardziej tandetni sami się stajemy. Wrażliwość na sztukę, piękno i mądrość, bezpowrotnie się ulatnia…


[1] Może powinniśmy się cieszyć? Niedługo już nic nas nie zgorszy i będziemy supertolerancyjni (Tylko niech ktoś, nie daj Boże, nie każe nam czytać tego staroświeckiego Mickiewicza!)

Read Full Post »