Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Październik 2010

Lektura???!!! Jak to? Czy to możliwe, żeby lektura szkolna była ciekawą książką? A czemu nie? Zresztą odwróćmy tę sytuację. Czy gdyby najulubieńsza z Waszych książek, została wpisana na listę lektur, przestalibyście ją lubić? Albo inaczej – czy nie przeczytacie dobrej książki, tylko dlatego, że jest lekturą? Decyzję pozostawiam Wam. Ale zanim ją podejmiecie, przeczytajcie…

…o czym opowiada książka:

To historia o Maciusiu, chłopcu, który po śmierci rodziców zostaje koronowany na króla. Maciuś nie ma jednak doświadczenia i choć stara się jak najlepiej, rządzenie mu nie wychodzi. Ciągle popełnia jakieś błędy. W końcu postanawia, że powinien zostać królem dzieci, przecież sam jest dzieckiem i najlepiej zna się na tym, czego dzieciom potrzeba. Otwiera parlament dziecięcy, w którym posłami są tylko osoby niepełnoletnie i… nic więcej nie powiem!

A Wy? Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, co byście zrobili, gdyby to Wam oddano władzę w państwie? Mielibyście prawo o wszystkim decydować, wydawać rozkazy i zmieniać wszystko po swojemu? Wydaje się Wam, że to łatwe?

Może i tak, bo chodzi tylko o to, żeby wszyscy byli szczęśliwi, a państwo działało sprawnie, więc wystarczy się zastanowić i podjąć odpowiednie decyzje – by ludzie byli uśmiechnięci, chcieli pracować, ale mieli też czas wolny, żeby dorośli chodzili do kina, a dzieci miały zabawki i wyjeżdżały na wakacje, żeby złodzieje i oszuści byli łapani przez policję, no i koniecznie trzeba postarać się, aby nikt nie chodził głodny czy bez butów. To rzeczywiście całkiem przyjemne, bo dobrze jest, gdy wiemy, że dzięki nam innym żyje się lepiej…

Ale niestety rządzenie polega też na decydowaniu o sprawach mniej zabawnych – o rozwoju fabryk, o wojsku, stosunkach z innymi krajami, podatkach, sprawach gospodarczych – a nawet o wojnie i śmierci wielu niewinnych ludzi… to już nie jest takie fajne, sami przyznacie.

Jak Wam się wydaje, czy Maciuś w końcu poradzi sobie z tym zadaniem? Czy jego pomysł, by to dzieci rządziły państwem Wam się podoba? I czy myślicie, że będąc na jego miejscu, zrobilibyście wszystko lepiej?

Zapraszam do lektury.

Reklamy

Read Full Post »

Brzydula. Pamiętnik

Książka napisana przez Julię Kamińską, odtwórczynię głównej roli w serialu BrzydUla. Niestety, w swej naiwności, banalności i głupocie książka ta przerasta już i tak niezbyt mądry serial. A dlaczego o niej piszę – bo prezentowane są tu współczesne schematy myślenia o ambicjach i marzeniach ludzi, jak również pokazana jest rzeczywistość w jakiej funkcjonują „młodzi, zdolni, atrakcyjni”, brrrrr…..

Analiza książki

1.   Młodzi ludzie

Bohaterowie Pamiętnika Brzyduli to młodzi dorośli. Postacią, o której siłą rzeczy wiemy najwięcej, jest Ula Cieplak, literacka autorka pamiętnika. Młodzi dorośli, tacy jak Ula, stojący na progu kariery zawodowej, muszą odnaleźć się we współczesnym świecie, w którym jednym z podstawowych atutów jest uroda. Ula, choć wszechstronnie wykształcona, pracowita i uczciwa ma spore kłopoty ze znalezieniem odpowiedniego dla siebie zajęcia.

Młodzi ludzie zobrazowani w Pamiętniku to pracownicy domu mody Febo&Dobrzański. Ich działalność związana jest z zagadnieniami finansowymi, marketingowymi, artystycznymi (moda). Praca wymaga często poświęceń, tworzenia projektów po godzinach, wyjazdów służbowych, ale zdarzają się przyjemne momenty, jak imprezy i przyjęcia. Życie zawodowe to również konflikty i intrygi. Oprócz pracy ważne są relacje towarzyskie i partnerskie. Bohaterowie zabiegają o swoje względy, mamy tu romanse, zdrady, wyznania miłości, a także obojętność, oszustwo i rozczarowanie.

Świat biznesu związanego z modą jest przedstawiony jako atrakcyjne środowisko życia, do którego wstęp mają w zasadzie tylko ludzie „ładni”. Dla Uli, jako pozbawionej tej cechy, praca w domu mody, choć poniżej jej kwalifikacji, jest awansem społecznym.

Spośród młodych ludzi przedstawionych w pamiętniku mamy też Maćka, przyjaciela Uli, którego marzeniem jest wyjazd w celach zarobkowych do Anglii lub Irlandii.

2.    Główni bohaterowie

Główną bohaterką Pamiętnika jest Ula Cieplak, która wraz z rodziną mieszka w Rysiowie. Kiedy ją poznajemy ma już dwadzieścia pięć lat i rozpaczliwie szuka pracy. Dziewczyna jest bardzo dobrze wykształcona, skończyła ekonomię na SGH, zna języki obce, ukończyła kurs języka HTML, prawa autorskiego i wiele innych. Niestety pracodawcy uważają, że nie nadaje się do zawodów reprezentacyjnych. Jest, jak sama twierdzi, po prostu za brzydka. Ma aparat ortodontyczny na zębach, okulary o ciemnych, szerokich oprawkach i grzywkę. Bywa niezdarna, popełnia gafy i brak jej obycia w towarzystwie. Nie umie się też ładnie ubrać. W szkole podstawowej nie była lubiana, uważano ją za kujona. Tymczasem Ula po prostu lubiła się uczyć, zwłaszcza matematyki, którą ceniła za jej konkretność i logikę. Była też dobra z polskiego, wiedziała jakie upodobania ma dany nauczyciel i pisała wypracowania tak, by mu się podobały. Z perspektywy lat Ula ocenia, że była chyra, nazywa się „małym, cwanym, kalkulującym brzydactwem”[1]. Uważa się za osobę nijaką.

Rodzina Uli Cieplak to ojciec i młodsze rodzeństwo – brat Jasiek i najmłodsza siostra Beatka. Ich matka umarła, gdy Ula chodziła do liceum, a Beatka była niemowlęciem. Ojciec zupełnie się załamał. Oprócz nauki w liceum dziewczyna musiała więc zajmować się domem i opieką nad rodzeństwem. Bardzo dzielnie sobie z tym poradziła. W końcu ojciec otrząsnął się z żałoby i Ula mogła wrócić do trybu życia licealistki. Cały czas brała jednak aktywny udział w wychowywaniu rodzeństwa. Ula ma w Rysiowie przyjaciela z dzieciństwa, Maćka, który zawsze towarzyszy jej w trudnych chwilach.

Historia opisana w Pamiętniku rozpoczyna się tuż przed tym, jak ojciec Uli znajduje ogłoszenie z ofertą pracy w domu mody, zlokalizowanym w centrum Warszawy. Ula początkowo nie jest zainteresowana, bo uważa, że z powodu swojego wyglądu nie nadaje się do takiej pracy. Postanawia jednak pojechać. Podróż do Warszawy i sama rozmowa przebiegają oczywiście nie bez typowych dla Uli gaf i niespodzianek. Ula najpierw ma problemy z automatycznie otwierającymi drzwiami, potem zostaje uznana przez jakiegoś mężczyznę (później okaże się, że to będzie jej przyszły szef), za kogoś, kto zbiera datki. Czekając na rozmowę, zasypia, a na dodatek zakochuje się od pierwszego wejrzenia w niedoszłym pracodawcy. Pomimo wszystkich przeszkód i perypetii, Ula, prawdopodobnie dzięki swojemu imponującemu CV, zostaje przyjęta. Wraz z nią pracę dostaje też Violetta, niezbyt rozgarnięta, ale za to bardzo ładna kobieta. Ula otrzymuje stanowisko asystentki Marka Dobrzańskiego, dyrektora domu mody. To właśnie w nim bez pamięci się zakochuje. Pierwszy dzień w pracy nie mija jednak bez niespodzianek. Podczas pokazu mody w Łazienkach, dziewczyna dowiaduje się, że Marek ma narzeczoną, Paulinę Febo, której zresztą tego dnia się oświadcza. Uli oczywiście robi się przykro, ale zaraz potem, od swojej starszej koleżanki z pracy, Alicji, dowiaduje się, że Marek tak naprawdę Pauliny nie kocha. Ula, podczas telefonicznej rozmowy ze swoim przyjacielem Maćkiem, niechcący zdradza tę tajemnicę wszystkim obecnym na pokazie (przypadkiem stanęła obok włączonego mikrofonu). Kiedy orientuje się w sytuacji, jest już za późno. Chce przeprosić Marka, ten jednak wpada we wściekłość, wsiada do samochodu i chwilę później rozbija się o pomnik z Amorem. Ula wykazuje się odwagą i wyciąga swojego przełożonego z pojazdu. Wszyscy myślą jednak, że uratowała go Violetta. Ula zostaje zwolniona z pracy. Na szczęście Marek Dobrzański dowiaduje się w końcu, że to ona go uratowała. Jedzie do Rysiowa podziękować Uli i przyjąć ją z powrotem do pracy.

Dziewczyna powoli przystosowuje się do nowego środowiska. Okazuje się być osobą kompetentną i pracowitą i jest z tego powodu doceniana. Zależy jej na dobrych efektach pracy tym bardziej, że jej szefem jest ukochany Marek Dobrzański. Ula jest wobec niego lojalna. Nie daje się przekupić, kiedy Aleksander Febo, współwłaściciel firmy, namawia ją, by w zamian za dużą łapówkę, przekazała mu projekty Marka.

Ula jest bardzo zadowolona z nowej posady. Ponieważ jednak ma pewne kompleksy związane z tym, że pochodzi z małego miasteczka i nie jest ładna, cały czas uważa się za kogoś obcego. Zachwyca ją uroda modelek, a przede wszystkim to, jak bardzo piękny jest Marek.

Ula jest osobą ciepłą, rodzinną i uczuciową. Ma poczucie godności, jest przy tym serdeczna i uczciwa. Opiekuje się rodzeństwem i troszczy się ojca. Odkąd poznaje Marka, jest tak zakochana, że marzy tylko o tym, by ją dostrzegł. Zdaje się nie mieć innych problemów niż to, że jest „brzydka” i przez to Marek się w niej nie zakocha.

3.   Bohaterowie pozytywni (dobrzy)

Jednoznacznie „dobrą” postacią w Pamiętniku jest Ula Cieplak. Dziewczyna pracowita i uczciwa, która nie miała łatwego życia, ale potrafiła wziąć na siebie odpowiedzialność za wychowanie rodzeństwa. Jest szczera i romantyczna, choć trochę naiwna. Za postaci pozytywne można uznać też ojca Uli, jej rodzeństwo, Jaśka i Beatkę, którzy są wobec siebie serdeczni i nawzajem sobie pomagają. Pozostali bohaterowie, zwłaszcza pracownicy domu mody, na czele z Markiem Dobrzańskim, choć nie są osobami, które uznać za całkiem złe, to ich zachowanie pozostawia pod względem moralnym wiele do życzenia. Pozytywną postacią jest Alicja, koleżanka Uli z pracy. Alicja nie raz ratuje Ulę z opresji i jest też powierniczką jej tajemnicy – miłości do Marka.

4.    Bohaterowie negatywni (źli)

Negatywnym bohaterem jest drugi dyrektor firmy, Aleksander Febo, człowiek, dla którego liczy się kariera, który uważa się za kogoś lepszego i z powodów osobistej niechęci do Marka jest nielojalny wobec własnej firmy. Jako postać niezbyt sympatyczna jest też przedstawiona Paulina Febo, narzeczona Marka, która również jest przekonana o swojej wyższości (zwłaszcza wobec Uli). Reszta bohaterów także ma poważne wady i często ich postępowanie jest oceniane w Pamiętniku jako negatywne. Ukochany Uli, Marek Dobrzański, choć okazuje dziewczynie, że naprawdę ją lubi i zachowuje się wobec niej jak dobry kolega (albo nawet więcej), w rzeczywistości jest zagubiony i ulega urokowi świata show biznesu, gdzie liczy się dobra prezencja i brylowanie w towarzystwie. Nie rozumie na czym polega przyjaźń (a tym bardziej miłość) i krzywdzi Ulę.

II   Świat

Rzeczywistość, w jakiej musi nauczyć się funkcjonować Ula, to świat biznesu – dobrze prosperująca firma, zajmująca się tym, co współcześnie uznawane jest za prestiżowe, związane z luksusem, nowoczesne – czyli modą. Jest to świat blichtru, pięknych zadbanych ludzi, eleganckiej scenografii. Ula ma poczucie, że nie do końca tam pasuje, jednak jest w pewnym stopniu oczarowana i zafascynowana tym światem. Chce do niego należeć. Niestety pod tą lukrowaną powłoką wszystko jest zupełnie zwyczajne albo nawet gorsze. Ludzie, płytcy i powierzchowni, myślą o pieniądzach i realizują swoje przyziemne potrzeby. Flirty, romanse i intrygi są na porządku dziennym. Liczy się umiejętność „pokazania się” w towarzystwie, dobra prezencja, natomiast dobroć, szlachetność uczuć, odwaga, nie są w cenie. Czasami bohaterowie wykazują się jakimś pozytywnym instynktem, jak Marek, kiedy publicznie broni Ulę przed pomówieniami lub projektant mody Pshemko, który odwdzięcza się Uli za pomoc w porozumieniu się z synem. Bohaterowie miewają więc ludzkie odruchy, ale raczej tylko wtedy, gdy jest im to na rękę, lub gdy nie kosztuje ich to zbyt wiele. Generalnie liczą się dobre plany biznesowe, pieniądze i sukcesy towarzyskie.

W kontraście do tej zakłamanej rzeczywistości pokazane jest życie rodziny Uli Cieplak. Wszyscy są tam bardzo do siebie przywiązani i pełni ciepłych, autentycznych uczuć. Więzi rodzinne są silne i choć może nie mają szczególnej głębi, to widać, że łączy ich miłość. W świecie, w którym wychowała się Ula, liczy się oddanie i wzajemna troska, a także to, by każdy był szczęśliwy i jak najlepiej wykorzystał swoje zdolności.

III    Relacje międzyludzkie

1.   Rodzina

Podczas lektury Pamiętnika poznajemy relacje jakie panują w rodzinie Cieplaków. Ula, najstarsza córka, która po śmierci matki, przejęła dużą część obowiązków związanych z wychowaniem rodzeństwa, jest bardzo związana z rodziną. Nie wyobraża sobie, by mogła na dłużej wyjechać, bo przecież ktoś musi czytać Beatce książki na dobranoc i pomagać Jaśkowi w szkole. Ula kocha swoje rodzeństwo, jest opiekuńcza i troskliwa. Ojciec, który po śmierci żony przeżył załamanie, odnalazł w sobie siły i motywację do życia dzięki dzieciom. Wspiera Ulę w poszukiwaniu pracy, zależy mu na jej szczęściu. Nie jest jednak dla niej specjalnym autorytetem ani życiowym przewodnikiem. Ula nie rozmawia z nim na tematy uczuciowe, relacja ta opiera się raczej na więzi emocjonalnej niż na głębszym porozumieniu. W stosunku do Jaśka i Beatki Ula zawsze czuła się w obowiązku być bardziej dorosła i dojrzała jak na swój wiek. Trochę ją to męczyło, że nie może pozwolić sobie na beztroskę, ale z drugiej strony przywiązanie i miłość do rodziny była zawsze źródłem satysfakcji. Wspomnienia matki są dla Uli bolesne, bo cały czas dziewczyna za nią tęskni. We wspomnieniach Uli mama jest osobą empatyczną i czułą, a także przyjaciółką i doradcą.

2.   Dorośli

Relacje między bohaterami są bardzo różnorodne. Począwszy od przyjaźni Uli i Maćka, która opiera się na zaufaniu, poprzez relacje Uli z koleżankami, dosyć powierzchowne, ale serdeczne, do stosunków negatywnych, a nawet wrogich, jak między Ulą i Pauliną albo Markiem i Aleksandrem Febo.

Maciek i Ula znają się od dzieciństwa i często spędzali razem czas – włóczyli się po rysiowskich lasach, wykradali pomidory z ogrodu sąsiadów i wychowywali razem rodzeństwo Uli. Zawsze łączyła ich tylko przyjaźń. Miewali chwile kryzysu, gdy Ula zakochała się w niejakim Bartku. Mogą jednak nawzajem na siebie liczyć i choć czasem bywa, że jedno z nich zachowa się nie do końca ładnie (jak na przykład Ula, gdy została znowu przyjęta do pracy i z wrażenia zapomniała o obietnicy danej przyjacielowi, że pojedzie z nim pracować do Anglii), potrafią sobie wybaczać. Relacja ta stanowczo jest pozytywna, jednak polega bardziej na przywiązaniu i jest w sumie dosyć płytka. Ula pisze o Maćku niewiele i w zasadzie wiemy tylko, że lubi on lepione przez nią pierogi. Jak na fakt, że jest on najlepszym przyjacielem Uli, to chyba zbyt mało.

Relacje pracowników domu mody są jednak dużo bardziej powierzchowne. Koleżanki Uli z pracy Alicja, Viola, Ewa, owszem są miłe i sympatyczne, czasem pomagają sobie, rozmawiają na różne tematy, w tym sercowe, ale w żadnym razie nie można ich relacji nazwać przyjaźnią. Mimo to Ula jedną z nich – Alicję, uważa za przyjaciółkę. Ula pisze o Alicji tak: „Ma w sobie taki mądry spokój. Chociaż to trochę wariatka. Taka przyjaciółka. Ale jakby mama.”[2] . Myślę, że to jest z jej strony trochę nadinterpretacja, bo to, że ktoś jest dla nas miły, albo że możemy mu czasem powiedzieć o problemach nie znaczy, że jest naszym przyjacielem. Relacje Uli z koleżankami z pracy są raczej „plotkarskie” i nie ma w nich nic z chęci poznania drugiego człowieka, potrzeby głębszego kontaktu.

Już wcześniej wspominałam jakie są dążenia i wartości młodych ludzi sportretowanych w Pamiętniku Brzyduli. Dodam jeszcze, że cenią oni w sobie nawzajem to, co powierzchowne, zewnętrzne, błahe. Nie ma tu autentycznej troski o drugiego człowieka, uczuć, chęci nawiązania porozumienia, wzajemnej ciekawości ani otwartości. Postaci są bardzo od siebie „oddalone” i często to, co mówią, nie pokrywa się ani z tym co myślą, ani, tym bardziej, z tym co robią.

3.    Relacje damsko-męskie

Relacje damsko-męską możemy obserwować z perspektywy Uli, która zakochuje się bez pamięci w Marku Dobrzańskim. Jest to miłość od pierwszego wejrzenia, która rozpoczyna się od ubóstwienia wyglądu ukochanego, który ma „magnetyczne oczy”, „obłędny głos”, jest „…męski, ale delikatny, eteryczny…”, słowem jest „najcudowniejszą istotą” jaką Ula widziała w swoim życiu. Ula uważa, że tak wspaniały człowiek nigdy się w niej nie zakocha. Mimo to ma nadzieję, że ją w końcu zauważy. Dziewczyna bardzo starannie wypełnia wszystkie zawodowe obowiązki. Snuje wyobrażenia na temat Marka, wielokrotnie opisuje jego urodę, zapach i głos. Uważa, że jest on bardzo pomysłowy i  inteligentny. Jednak nie dowiadujemy się o nim wiele. Jest on raczej „obiektem westchnień” niż człowiekiem, z którym Ula nawiązuje relację. Ze strony Uli jest to więc stan oczarowania, romantyczna miłość, charakterystyczna raczej dla osób nastoletnich niż dla dorosłych – miłość polegająca bardziej na tworzeniu subiektywnej wizji drugiego człowieka, niż na próbie poznania go. Marek natomiast początkowo patrzy na Ulę z politowaniem i niedowierzaniem. Kiedy dowiaduje się, że uratowała go z dymiącego samochodu, jest jednak autentycznie wdzięczny. Potem docenia ją jako rzetelnego pracownika. Powoli zaczyna czuć też coś więcej do Uli. Mówi jej, że nie wyobraża sobie pracy bez niej, że jest dla niego ważna i nie chodzi tylko o sprawy zawodowe. Przez cały ten czas Marek jest oficjalnie związany z Pauliną Febo, z którą w końcu się nawet z zaręcza. Nie jest to jednak szczęśliwy związek. Między narzeczonymi często dochodzi do kłótni. Krążą plotki (raczej nieprawdziwe), że Marek zdradza Paulinę z kim popadnie. Paulina jest też zazdrosna o kontakty Marka z Ulą. Ten jednak mówi jej wtedy: „Zwariowałaś? Już nawet o coś takiego jesteś zazdrosna?”[3]. Niestety słowa te przez przypadek słyszy Ula, i załamuje się. Nie wiadomo więc, czy Marek nie może się zdecydować kogo kocha, czy tylko bawi się Ulą, czy coś do niej czuje, ale uważa, że to dla niego poniżające zadawać się z nią. Z jednej strony mamy więc wyraźne sygnały, że Ula nie jest Markowi obojętna – całuje ją na przeprosiny, kupuje kwiaty, bije się o Ulę z innym mężczyzną, z drugiej jednak wciąż ją odtrąca. Zgodnie z relacją Uli, nawiązuje się między nimi romans. Spędzają nawet razem trzy dni podczas służbowego wyjazdu, które Ula opisuje jako „stan absolutnego szczęścia”. Jest przekonana, że Marek ją kocha. Niedługo potem jest jednak znowu niezdecydowany, a Ula czuje się oszukana i skrzywdzona. W zasadzie więc nie ma tu opisu miłości. Ze strony Uli jest to ślepe zauroczenie, a ze strony Marka zupełnie niedojrzałe i nieodpowiedzialne igraszki z ludzkimi uczuciami (także swoimi). I choć Marek zapewne docenia spontaniczność, poczucie humoru, uczciwość, autentyczność Uli, to nie może oprzeć się urokowi luksusu i fizycznego piękna. Między Ulą a Markiem nie ma miłości, ani nawet autentycznej przyjaźni.

IV   O książce

1.    Język jakim pisana jest książka, sposób opisu, słownictwo

Ponieważ Pamiętnik Brzyduli rzeczywiście ma strukturę pamiętnika – mamy tu komentarze, opatrzone konkretnymi datami, a nawet godzinami – można zrozumieć pewną spontaniczność i swobodę językową. Mimo spojrzenia na tekst trochę „z przymrużeniem oka”, ma on bardzo niski walor artystyczny. Opisy są mało oryginalne, wręcz schematyczne – zwłaszcza moment „zauroczenia”. Poczucie humoru jest niestety bardzo infantylne, a cała historia banalna, płytka i nieciekawa. Słownictwo również zupełnie pospolite, pasujące raczej do sposobu wypowiedzi osoby nastoletniej, a nie dorosłej, zwłaszcza tak wszechstronnie wykształconej jak Ula. Sympatyczne są za to odręczne rysunki i komentarze, którymi poprzetykany jest tekst. Nadają one książce autentyczności i choć są nieudolne i naiwne pełnią, moim zdaniem, pozytywną rolę. Mamy tu odwołania do literatury, między innymi do Lalki Bolesława Prusa i do wiersza Henriha Heinego Lorelei. W sumie mogło by być tych odwołań więcej. Natomiast życiowe refleksje bohaterki skupiają się albo na narzekaniu na własną nieudolność i brzydotę, albo na opiewaniu urody Marka lub opisach miłosnych cierpień i wzruszeń. Wszystko to raczej płytkie, naiwne i męczące.

2.    Promocja książki, książka jako produkt

Książka powstała po emisji serialu pod tytułem Brzydula. Została napisana przez aktorkę odtwarzającą rolę Uli. Utwór ten miał być uzupełnieniem serialu, skierowanym do jego fanów. Historia, choć opowiada o ludziach dorosłych, z racji niewyszukanego słownictwa i naiwności fabuły jest skierowana do nastolatek. Pamiętnik jest zatem w zasadzie „gadżetem”, który, bazując na popularności serialu, jest być po prostu „maszynką do zarabiania pieniędzy”. Pod pozorem realizowania potrzeb miłośników filmu, robi się tu biznes.

V    Podsumowanie

Pamiętnik Brzyduli, w odróżnieniu od poprzednio omawianych lektur, nie jest aż tak kontrowersyjny w swojej wymowie. Nie ma tu tak wielkiego ładunku emocjonalnego jak w Zmierzchu, ani sensacji jak w Harrym Potterze. Książka nie wzbudza lęku ani nie powoduje uczucia zagrożenia. Jest to po prostu naiwna i banalna historia o kopciuszku, który poznaje swojego księcia. Niestety książę okazuje się nie być postacią z bajki.

Pozytywnym elementem Pamiętnika są ciepłe i serdeczne relacje w rodzinie Cieplaków, oraz postawa głównej bohaterki, która jest odpowiedzialna i troskliwa w stosunku do rodzeństwa. Wartości, którymi kieruje się w życiu Ula, czyli uczciwość, lojalność, pracowitość są również godne pochwały. Sympatię wzbudza także jej spontaniczność i autentyczność reakcji, które czasem są powodem różnych towarzyskich gaf, świadczących jednak bardziej o szczerości i uczuciowości bohaterki niż jej głupocie czy „ofiarowatości”. Tym, co może wzbudzać sprzeciw, jest sposób ukazania dążeń młodych ludzi, które są związane jedynie z pragnieniem zawodowego i finansowego sukcesu, urozmaiconego jedynie płytkimi relacjami z innymi ludźmi. Osób, dla których ważny jest luksus, prestiż i piękne ciało. Nawet Ula, która jest pokazana jako osoba rozumiejąca na czym polegają zdrowe relacje, daje się zwieść tej pięknej scenografii, kuszącej swym powierzchownym blaskiem. Pomimo wielu rozczarowań, świat ten nie traci dla niej uroku. W dodatku, na końcu książki następuje zupełnie niezrozumiała przemiana bohaterki. Nagle, z brzydkiego kaczątka zmienia się w łabędzia, a wszystko dzięki… no cóż… dzięki styliście! Czy można sobie wyobrazić bardziej sugestywną aprobatę współczesnego dążenia do piękna – które oczywiście ma być rozumiane tylko w jeden określony sposób (patrz: kolorowa prasa dla kobiet)? No a najlepszym doradcą w tych sprawach jest oczywiście niezawodny przyjaciel każdej współczesnej kobiety, czyli mężczyzna gustujący w przedstawicielach swojej płci (taka współczesna dobra wróżka). Trzeba tu koniecznie dodać, że w gruncie rzeczy cała historia z brzydotą Uli jest mocna naciągana. W zasadzie chodzi jedynie o to, że dziewczyna nie umie wyeksponować swojego piękna. Nie ma ani garbatego nosa, platfusa, ani nawet odstających uszu. Cała jej „brzydota” związana jest ze sposobem „ekspozycji” własnego ciała. Jest to taki rodzaj „brzydoty”, który jest „dopuszczalny”, bo gdy ktoś ma pryszcze, krzywe nogi albo garba, no to, niestety, ma „przechlapane”. Otóż, „dopuszczalnie brzydki” jest aparat ortodontyczny, grzywka, okulary i niedopasowane, trochę staropanieńskie ubrania. Ale wystarczy zmienić fryzurę, założyć soczewki kontaktowe, no i mamy… totalną przemianę!  Cały więc wysiłek pokazania, jak to mimo małej efektowności wyglądu Ula sobie dobrze radzi, zdobywa przyjaciół, jaka jest przy tym sympatyczna, uczciwa i szczera, jest bezcelowy, skoro tak naprawdę liczy się przemiana zewnętrzna, która okazuje się być ważniejsza od tych pozytywnych cech bohaterki!

Ponadto zastanawiający jest fakt, że w Pamiętniku nie ma mowy o innych zawodach niż te reprezentacyjne, wymagające standaryzacji wyglądu do potrzeb współczesnych kanonów piękna. Tak jakby inne rodzaje działalności zawodowej nie istniały, a praca w domu mody była szczytem marzeń. Mamy więc tu przekaz mówiący wprost, jakie cele są warte osiągania – pieniądze, prestiż, sukcesy towarzyskie, i co trzeba zrobić by je zrealizować – być takim jak inni, a aby to osiągnąć, trzeba oczywiście – skorzystać z porady stylisty!


[1] Ula Kamińska, Brzydula. Pamiętnik, W.A.B., Warszawa 2009, s. 57

[2] Julia Kamińska, Brzydula. Pamiętnik, W.A.B., Warszawa 2009, s. 108

[3] Julia Kamińska, Brzydula. Pamiętnik , W.A.B., Warszawa 2009, s. 127

Read Full Post »

Król Maciuś I Janusza Korczaka, książka należąca do klasyki literatury dziecięcej, napisana przez człowieka, który całe życie zawodowe i prywatne poświęcił walce o godność i prawa dziecka, jest dzisiaj przez małych czytelników odrzucana jako nieciekawa i niezrozumiała. Ale dlaczego? Co się stało? To pytanie zadaję sobie po niedawnej lekturze tego niezwykłego Dzieła. I czuję, że odpowiedź  nie będzie miała w sobie nic optymistycznego…

Zanim jednak o przyczynach tego odrzucenia, wyjaśnię, dlaczego uważam, że książka ta była i nadal jest Wybitnym Dziełem.

Fabuła:

Choć wszyscy pewnie mniej więcej pamiętamy treść tej książki, dla porządku krótko przedstawię fabułę. Bohaterem historii jest dziecko (a jakżeby inaczej), chłopiec o imieniu Maciek, królewicz, który w skutek przedwczesnej śmierci rodziców, musi zasiąść na tronie. Nie ma oczywiście doświadczenia ani wiedzy by sprawować władzę i chociaż jest wyjątkowo utalentowany i dobry (a może właśnie dlatego), popełnia poważne błędy. Sąsiednie państwa wykorzystują tę okazję i wypowiadają wojnę królestwu Maciusia. Wraz ze swoim przyjacielem Felkiem młody król ucieka z pałacu i nierozpoznany bierze udział w walce. Wykazuje się hartem ducha, odwagą i determinacją. Wojna zostaje wygrana, ale Maciuś nie wie, że powinien zażądać rekompensaty za napaść. Zwycięstwo daje mu jednak pretekst do odwiedzenia sąsiednich krajów. Udaje się również do Afryki, gdzie poznaje Bum-Druma, króla ludożerców, który zostaje jego przyjacielem i ofiarowuje Maciusiowi dużo złota. Dzięki temu darowi młody władca rozpoczyna swoje niezwykłe, acz zupełnie nieprzemyślane reformy, które w intencji Maciusia mają przyczynić się do uszczęśliwienia mieszkańców jego kraju, a zwłaszcza dzieci. Maciuś chce dać najmłodszym władzę, by mogli decydować o swoich sprawach i organizuje dziecięcy parlament. Instytucja ta nie spełnia jednak swojej roli, gdyż dzieci myślą tylko o własnych przyjemnościach. Parlament dziecięcy zarządza zmianę ról, dorośli mają chodzić do szkoły, a dzieci pracować. Ta sytuacja doprowadza państwo do ruiny, a szerzące się plotki, jakoby Maciuś chciał zostać królem dzieci na całym świecie, stają się powodem wybuchu kolejnej wojny. Państwo Maciusia tym razem przegrywa, a mały władca zostaje skazany na pobyt na bezludnej wyspie. Tak kończy się pierwszy tom opowieści. Druga część Król Maciuś na Wyspie Bezludnej, jest bardziej refleksyjna i pokazuje przemiany chłopca, który, przebywając na osobności, ma wreszcie czas na zastanowienie się nad sobą. Chłopiec zaczyna rozumieć, że świat jest dużo bardziej skomplikowany niż mu się wydawało, a bycie władcą to zadanie niezwykle trudne. Niestety Maciusiowi nie udaje się uwolnić od polityki i po raz kolejny zostaje wciągnięty w wir wydarzeń. Ratuje murzyńskie dzieci przed śmiercią głodową, potem zostaje porwany i zamknięty w wiezieniu. W końcu wraca do ojczyzny i tam zrzeka się władzy na rzecz parlamentu i rozpoczyna pracę w fabryce jako zwykły obywatel.

O książce:

Co sprawia, że historia ta jest tak wyjątkowa? Otóż przede wszystkim postać głównego bohatera. Choć pozornie jest on kimś szczególnym, bo przecież synem króla, w dodatku obdarzonym licznymi talentami i cnotami, tak naprawdę jest zwykłym chłopcem, a dramatyzm jego przeżyć to tylko pretekst do pokazania różnych aspektów świata widzianego oczami dziecka. Bohater, brutalnie „wrzucony” w dorosłą rzeczywistość, odczytuje ją po dziecięcemu, nadając jej prawdziwość w kategoriach, które są dostępne człowiekowi na takim etapie rozwoju. Postępuje zgodnie ze swoją logiką rozumienia świata, traktując powierzone mu zadanie poważnie i starając się z niego wywiązać jak najlepiej. Podejmowane przez niego decyzje stają się drogą (jakże bolesną!) zdobywania samoświadomości i wiedzy o świecie. Maciuś popełnia mnóstwo „błędów”, jest naiwny, nie umie przewidywać skutków swoich działań, ale zachowuje się z godnością, na którą nie byłoby czasem stać dorosłego człowieka.  Jest odważny, dobry, honorowy, ale też porywczy, dumny i sprytny. Intencje młodego króla są czyste, wola działania silna, wytrwałość godna podziwu, a poczucie odpowiedzialności zaskakująco duże. A jednocześnie pozostaje on dzieckiem, które potrzebuje beztroskiej zabawy z rówieśnikami, troski i miłości. Jego historia jest oczywiście przerysowana, ale jak już wspominałam, ma to na celu pokazanie z perspektywy dziecka wszystkich, nawet najtrudniejszych problemów, jak wojna, śmierć, samotność. Zastosowanie tego takiego „zabiegu” daje jasny przekaz: nie ma spraw, które dzieci nie dotyczą i tematów, na które z dziećmi nie można rozmawiać, trzeba tylko wiedzieć jak to robić. Warto tu zaznaczyć, że w przedstawianiu dziecięcej świadomości jako „niedoskonałej” nie chodzi oczywiście o jej deprecjonowanie, lecz o pokazanie, że nawet jeśli nie posiadła jeszcze wystarczającej wiedzy o sobie samej i o świecie, to jest godna szacunku i stanowi o niezbywalnej wartości każdej ludzkiej istoty niezależnie od jej wieku. Jest w tym niesłychanie głęboka prawda, że choć ludzie są tak różni i w tak odmienny sposób przeżywają swoje życie, to każdy wymaga tak samo poważnego traktowania jako odrębna osobowościowa całość.

Ważną zaletą książki jest to, że emocje budzone w czytelniku nie są tak przytłaczające jak w popularnej dziś literaturze dla dzieci typu Harry Potter. W „Królu Maciusiu” wydarzenia wcale nie są mniej dramatyczne, ale sposób ich przedstawienia pozwala ustosunkować się do nich w sposób prawdziwie humanistyczny. Pokazana jest tu cała paleta myśli, emocji i przeżyć jakie im towarzyszą. Książka opisuje skomplikowanie ludzkiego świata, jaki i pewne elementy go porządkujące, jak uczciwość, odwaga, godność.

Niebagatelną sprawą jest też poczucie humoru. Proste i łatwe w odbiorze, a jednak z klasą. Autor umiał w genialny sposób ująć komizm sytuacji, nie odbierając im przy tym innych znaczeń. Humor jest świetnie wyważony i doskonale współgra z całością.

Ciekawa jest też fabuła książki. Misternie skonstruowana, a przy tym zaskakująca i intrygująca. Pokazuje mechanizmy funkcjonowania społeczeństwa jak i poszczególnych jednostek. W sposób bardzo przystępny i obrazowy przedstawione jest tu działanie państwa, różne systemy władzy, zawiłe sprawy polityki i dyplomacji.

Tu pozwolę sobie na dygresję, która może być wstępem do rozważań na temat niepopularności książki. A chodzi mi o to, że dziś często zdajemy się zapominać, iż brutalność świata dotyka w równym stopniu dzieci co dorosłych, a cierpienie tych młodszych wcale nie jest mniejsze. Dzieciństwo traktujemy jak „okres ochronny”, omijając tematy trudne, poważne, zbyt dorosłe, a z drugiej strony pozwalamy dzieciom na zachłyśnięcie się „dorosłymi przyjemnościami”, takimi jak niepohamowana konsumpcja, dobrobyt, popularność. W ten sposób wkraczają one w dorosłość nieprzygotowane do problemów z jakimi będą musiały się zmierzyć. W analogiczny sposób myślimy o literaturze dla najmłodszych. Oczekujemy od niej, że będzie wesoła, pogodna, słodka i łagodna albo wciągająca, ekscytująca, pobudzająca emocje. Oczywiście nie mam nic przeciwko pogodności czy emocjom, ale od książki dla dzieci (a w zasadzie w ogóle od książki)  trzeba wymagać więcej! Dzieciństwo to najlepszy czas, by nauczyć się myśleć i by w przyszłości człowiek nie traktował tego jak przykrego obowiązku! Mądre i dobre książki są jednym z ważniejszych etapów takiej edukacji.

Więc dlaczego dzieci Maciusia nie lubią? I dlaczego my, dorośli, o nim zapomnieliśmy?

Pozwolę sobie zacytować dwie wypowiedzi na temat omawianej lektury. Nie mam zamiaru oczywiście ich oceniać, ale chcę pokazać pewne schematy myślenia i dotrzeć do sedna problemu niepopularności Maciusia. Oto pierwsza z nich:

Książkę pt. „Król Maciuś I” przerabiałam już dawno…..jakieś 5 lat temu…Przeczytałam ją z wielkim znudzeniem, z niechęcią, wręcz z obrzydzeniem…..Jednak nie myślę że ta książka jest jak to piszecie głupia, zbyt nudna, bez sensu….Uważam że ta książka jest za poważna i trudna dla czytelników w tym wieku…niewiele mogą z niej zrozumieć bo dla nich wszystko jest w niej zagmatwane i nudne , co sprawia że młodzi czytelnicy nie mają chęci czytać lektury….Widzę w tym również problem, ponieważ przez takie książki obrzydzają i zniechęcają dzieci do czytania lektur…Nie mówię też że mali czytelnicy mają czytać jakieś niestworzone historie i bajki które nie istnieją, lecz książki ciekawe, pełne przygód i poruszające małego czytelnika, budząc w nim wszelkie emocje…..przecież są książki po które dzieci same sięgają ponieważ są niezwykle ciekawe i mogą je błyskawicznie przeczytać….Naprawdę myślę że to nie komputery szkodzą znaczeniom i wartości lektur lecz nieodpowiednie książki dla ludzi o zbyt młodym wieku…”

Pierwszą rzeczą, jak na ironię, która uderza w tej wypowiedzi, jest fakt, że styl formułowania myśli przez autorkę jest bardzo podobny do sposobu narracji w „Królu Maciusiu”! Ale zostawmy na razie ten drobiazg. Istotne jest to, że książka uznana jest za nudną, trudną w odbiorze i zagmatwaną. A przecież pisana był dla dzieci. Owszem, dużo się w niej dzieje, ale czyżby dzisiejsze dzieci nie nadążały za „akcją”. Raczej nie. A może problem leży gdzie indziej, może trudności, z którymi mierzy się Maciuś, są dziś nieaktualne? Ale czy przestarzałą sprawą jest utrata rodziców, samotność, wojna, niezrozumienie funkcjonowania dorosłego świata? Chyba też nie. Więc o co chodzi? Myślę, że z powyższa wypowiedź sugeruje trzy powody, dla których lektura ta jest dziś nielubiana. Niestety świadczą one źle raczej o nas niż o książce. Pierwsza sprawa to język, jakim książka jest napisana. Sprawia on czytelnikom kłopot. Jego „trudność” polega na stylizowaniu go na dziecięcy sposób wypowiedzi. W czym w takim razie problem? Ano w tym, że oddaje on poetyckość myślenia dzieci, w sposób, który dziś może sprawiać wrażenie przestarzałego. Autor używa słów odbieranych jako staroświeckie, które mogą wydawać się śmieszne lub być niezrozumiałe. Struktura zdań również jest szczególna i w dzisiejszych książkach rzadko spotykana. Pojawiają się powtórzenia, a wszystko jest opisywane w sposób prosty, trochę naiwny i czasem ckliwy. Swoją drogą jest to zaskakujące, że ciut inny od popularnego dziś sposobu ekspresji – czyli języka bardzo prostego, schematycznego, używanego jako narzędzie przekazu informacji i wzbudzania silnych emocji –  sprawia, że młodzi ludzie nie są w stanie odebrać nadawanego komunikatu i przyswoić przekazywanych myśli. Wystarczy jednak pozbyć się „uprzedzeń”, a wtedy okazuje się, że „Maciuś” jest napisany językiem przemyślanym, ciekawym i pięknym. Drogą do odkrywania uroku tej lektury jest oswajanie młodych ludzi z różnymi sposobami opisywania rzeczywistości i z traktowaniem języka jako tworzywa do budowania znaczeń symbolicznych, subtelnych. Używanie słów wyłącznie w ich warstwie dosłownej zmniejsza nasze możliwości rozmawiania o sprawach głębszych i bardziej skomplikowanych. Dowodem na to, że dosłowność prowadzi do niezrozumienia, może być kolejna wypowiedź:

„<<Król Maciuś Pierwszy>> – książka uznana za bardzo dobrą i wprowadzona do szkół jako lektura.
Czym kierował się autor pisząc ją – nie wiadomo. Stworzył ochronki dla dzieci i jakiś system wychowawczy prawdopodobnie. Czy je chronił przed złem czy tylko nędzą ?
Pisze o dziecku afrykańskim „małe kudłate zwierzątko” i to czyta cały świat – żadnemu zdrowemu pedagogowi nie przyjdzie na myśl obrażanie kogoś a w szczególności dziecka – obojętnie z jakiej części świata pochodzi. Zakłóca myślenie dzieci dziesięcioletnich o Afryce. Być może tak myślano w czasie kiedy nie było innej komunikacji jak prymitywna i większość ludzi wierzyła na słowo… Wprawdzie zrehabilitował Klu-Klu na koniec ale mali czytelnicy już zdążyli nauczyć się, że ludożercy są a Afryka jest wciąż głupszym i gorszym kontynentem.
Przezywają więc dzieci kolorowe uczęszczające do polskich szkół a te czują się źle. Pytania : dzięki Korczakowi, czy dzięki wrodzonemu nietaktowi, a może wyssanemu z mlekiem matek rasizmowi i nietolerancji? Polska wszak jest krajem tolerancyjnym i bardzo dobrym dla wszystkich – tak się słyszy wszędzie.”

Cóż można na to odpowiedzieć? Sformułowanie „małe kudłate zwierzątko” rzeczywiście nie jest miłe, ale przecież równie nieprzyjemne rzeczy mówi się tu o dzieciach białych, że są złośliwe, głupie, złe, brutalne, wystarczy sobie przypomnieć, co mówi Maciuś: „Dzieci są złe, niesprawiedliwe, złośliwe, kłamliwe. Jeżeli jakieś dziecko się jąka albo troszeczkę zezuje, albo rude, albo utyka na nogę, albo ma krzywe plecy, albo zrobi w majtki, zaraz mu dokuczają. Wołają: ślepy, kulas, garbus – wyśmiewają. Jak ma dziesięć lat, wyśmiewa się z ośmioletniego, jak ma dwanaście lat, nie chce bawić się z dziesięcioletnim. Jak widzą, że ktoś coś ma, to albo wymanią i oszukają, albo pozwolą się rozporządzać. Jak widzą, że jakieś dziecko jest porządniejsze, zazdroszczą i mszczą się. Jak chłopak silny i dobrze bije, to mu na wszystko pozwalają, a jak jest dobry i cichy, nic sobie z niego nie robią…”

Czy biorąc pod uwagę ten fragment można powiedzieć, że Korczak chce pokazać, iż dzieci są niedobre i głupie i nic nie rozumieją? Oczywiście, że nie.

Zostawmy więc już ten temat i przejdźmy do drugiego powodu, dla którego książka ta jest dziś „w odstawce”. Łączy się on w znacznym stopniu z pierwszym. Inny sposób posługiwania się językiem, sprawiający, że lektura jest niezrozumiała, śmieszna, powoduje też, że nie spełnia ona oczekiwań jakie dziś dzieci mają wobec książki – czyli, że ma być ekscytująca. Wyraźnie jest to sformułowane w pierwszej wypowiedzi. Dziś dramatyzm zdarzeń nie wystarczy, muszą być one opisane językiem, który wywoła silne emocje, inaczej w ogóle nie czujemy, że coś się stało. Za takim podejściem do ludzkiej emocjonalności stoi jednak ogromne niebezpieczeństwo. Raz, że emocje stają się ważniejsze od rozumu i stanowią jedyny wyznacznik prawdy, a dwa, że są arbitralnie przypisywane do konkretnych osób i wydarzeń. Idzie za tym zbytnie uproszczenie i schematyzacja świata, w którym nie ma miejsca na indywidualne odczuwanie rzeczywistości. Poza tym emocje wygrywają tu z uczuciami, które przestają być „atrakcyjne”, co może negatywnie wpływać na sposób rozumienia związków międzyludzkich.

Ostatnią przyczyną niepopularności Maciusia jest światopogląd, jaki książka ta reprezentuje. Przede wszystkim jest on bardzo złożony, co już na wstępie może być zniechęcające. Ponadto stoi w sprzeczności z lansowanym dziś sposobem życia, czyli uznania za wartościowe takich spraw jak sukces, popularność, dobrobyt, sława, dobre samopoczucie, konsumpcja i jednoczesnym odrzuceniem duchowości, religii, dążenia do prawdy. Dzisiejsze „stawianie” na użyteczność, efektywność, efektowność, ubóstwienie materii, afirmacja cielesności, to droga ku pustce. Co z tego, że człowiek sprawnie funkcjonuje w rzeczywistości, jeśli jest to sprawność maszyny, automatu, który nie jest już zdolny do „bycia kimś”, istnienia jako osobowość, a staje jedynie elementem zwyrodniałego tworu, jakim jest cywilizacja. I rzecz nie w tym, by od tej cywilizacji uciec i zamieszkać w pustelni, ale by nie ustawać  w walce o swoje człowieczeństwo. A łatwo i przyjemnie poddać się promowanemu dziś przez media zezwierzęceniu i prostactwu, bo słyszymy wtedy, że jesteśmy trendy, cool, na topie i zyskujemy powszechną aprobatę – a co tracimy – tracimy to, co najcenniejsze – samych siebie i możliwość spotkania z drugim człowiekiem.

Janusz Korczak, właściwe Henryk Goldschmit (1878 – 1942), pedagog, publicysta, pisarz, lekarz, działacz społeczny. Pochodził z zasymilowanej rodziny żydowskiej. Studiował medycynę na Uniwersytecie Warszawskim. Brał udział – jako lekarz – w wojnie rosyjsko-japońskiej (1905). Pomiędzy 1903-1912 pracował jako pediatra w Szpitalu dla Dzieci im. Bersonów i Baumanów. Wypełniał swoje obowiązki z poświęceniem. Często od mało zamożnych pacjentów nie brał pieniędzy, za to od bogatych nie wahał się żądać wysokich opłat. Kierował Domem Sierot dla dzieci żydowskich (1912-1942). Pomiędzy 1914-1918 był młodszym ordynatorem szpitala dywizyjnego na froncie ukraińskim. Następnie został odwołany do pracy lekarskiej w przytułkach dla dzieci ukraińskich pod Kijowem. Założył eksperymentalną gazetę dziecięcą „Mały Przegląd” (1926-1939) i współpracował, pod pseudonimem Stary Doktór, z radiem (l934-36, 1938-39). W 1911 roku podjął decyzję, że nie założy rodziny. Wszystkie dzieci, które leczył lub wychowywał, uważał za własne. Zginął wraz z wychowankami – wywieziony w wagonie bydlęcym, z getta, w początkach sierpnia 1942. Dobrowolnie towarzyszył im w drodze na śmierć w komorze gazowej obozu zagłady, w Treblince. Newerly, późniejszy jego biograf, chciał dostarczyć mu fałszywe dokumenty, by mógł ocalić życie, ale Korczak się nie zgodził.

Niestety brakuje pięknych wydań tej książki, ale jeśli coś się pojawi, to niezwłocznie o tym poinformuję. Znalazłam jedno ładne wydanie sprzed lat. Oto ono:

Warszawa – Kraków 1948

Wydawnictwo  J. Mortkowicz

Read Full Post »